Sentymenty w szafie

Też je macie? Ubrania, których za żadne skarby nie wyrzucicie, bo po prostu nie możecie się z nimi rozstać. Te pamiątkowe, z którymi łączą się wspomnienia. Odziedziczone po babci, uszyte przez mamę albo kupione za pierwsze własne pieniądze. Sama mam takich kilka.

– Malutką bawełnianą koszulkę z moim imieniem, którą nosiłam jako niemowlę.

– Ozdobiony wstążkami i paciorkami gorsecik z czarnego aksamitu, który dla mojej mamy wyhaftowała moja prababcia. W spadku dostał się mnie, obskoczyłam w nim wszystkie zabawy choinkowe w przedszkolu (po trzecim razie naprawdę nie chciałam już więcej być krakowianką).

– Elastyczną, ciasno przylegającą do ciała czarną sukienkę z błyszczącymi aplikacjami i stójką, zdobycz z paczek z Zachodu, kiedy w Polsce nic nie można było dostać.

– Kreponową folkową koszulę wyszywaną czerwoną nicią, łup przywieziony przez moją mamę z wczasów w Jugosławii.

– Własną sukienkę ślubną. Komunijna też jeszcze gdzieś by się znalazła.

Problem w tym, że takich ważnych ubrań cały czas przybywa. Przyłapuję się na tym, że przechowuję także te trochę mniej ważne. Mój sentymentalny zbiór rośnie, ale przestrzeń w szafie – nie. Jak to pogodzić?

Nie oszukujmy się: czasy się zmieniły i zmienić musi się nasze podejście do ubrań. Nie musimy ich już oszczędzać, konserwować, czekać, aż moda zatoczy koło i znów powrócą do łask. Na wyciągnięcie ręki mamy tanie, ładne i łatwo dostępne ubrania, które w ekspresowym tempie zapełniają nasze szafy. Dlatego regularnie trzeba wprowadzać selekcję. Nawet te cenne i ponadczasowe trzeba poddać krytycznej ocenie, bo po prostu nie sposób przetrzymywać wszystkiego. A w każdym razie nie warto.

Dopiero kiedy po porodzie zostałam z dzieckiem w domu zrozumiałam, jak wiele miejsca i energii pochłaniają przedmioty, którymi się otaczam, przede wszystkim właśnie ubrania. Ich pranie, prasowanie, pieczołowite układanie, pakowanie w próżniowe worki, by zajmowały mniej miejsca, pochłaniało mi mnóstwo czasu. Tyle zachodu, a przecież i tak używam tylko kilku zestawów z wierzchu stert, które wypełniają półki mojej szafy. Po co mi cała reszta, nawet jeśli to dobre i ładne ciuchy?

Wyrzucić szkoda. Ale zagracona, wiecznie nieuporządkowana garderoba coraz bardziej działała mi na nerwy. Dlatego przełamałam się i wypowiedziałam wojnę nadmiarowi. Nie było mnie stać na radykalną czystkę, dlatego codziennie rano stając przed szafą wyciągałam jedną rzecz, z którą byłam gotowa się rozstać. Przykrótkie bluzki, spodnie ze zbyt niskim stanem, spódnice, których od lat nie miałam na sobie. Odstępowałam je koleżankom lub w drodze na spacer z wózkiem wrzucałam je do pojemnika na używaną odzież. Po kilku miesiącach, przed powrotem do pracy, moja szafa straciła tyle samo wagi, co ja po ciąży. Poczułam się lekko.

Czy przestałam gromadzić i porzuciłam sentymenty? W dużym stopniu tak. Ale dla mojej córki założyłam pudełko, w którym wylądowały jej pierwsze buciki i sukienka do chrztu. No cóż, nikt nie jest ideałem. Ale warto próbować.

Zostaw komentarz

Najnowsze komentarze

post categories

Popular Class